Odejdź!

Daj mi spokój! Mam Cię dosyć! Nie wytrzymam tego dłużej. Ale to do niego nie docierało. Nie czuł się winny. Robił co było w jego mocy, aby czuła się z nim dobrze. Wiedział, że ma trudny charakter. Może wynikało to z jej nastawienia do życia. Należy do kobiet, które na wszystko patrzą racjonalnie, różowe okulary to obcy jej przedmiot. Niewiasty podobnego jej pokroju chodzą, a w tym przypadku, twardo stąpają po ziemi. Na jej ślicznej buźce, zadbanej, bez zmarszczek, zawsze z odpowiednim do sytuacji makijażem, uśmiech nader rzadko gości. Chcąc opisać ją od stóp do głów jedynym słowem, jest to praktycznie niemożliwe. Każdy centymetr jej ciała mógłby być tematem tomu poezji sławiącej piękno. Nie wiedział czy była świadoma swojej mocy, czy tylko sprytnie i bezwiednie igrała z nim. Starał się nie wchodzić jej w drogę. Ale wszystko ma swoje granice. Tak naprawdę to on rozdawał karty. Wbrew dającym się słyszeć opinii to od niego zależała jej codzienność. Dało się odczuć, kto w danym dniu jest górą w ich związku. Piękna, niezależna, wiedząca czego chce, niczym królowa śniegu, zimna, niedostępna i zaborcza nie miała nad nim władzy. Tylko jemu znanym sposobem, to on był impulsem jej działania. Mógł rozniecić w niej ogień radości emanującej dookoła tak, że każdy chciał być blisko niej. Natomiast z drugiej strony, był również w stanie sprawić, by nie chciała otwierać rano powiek i przez cały dzień wręcz odpychać od siebie napotkane osoby. Tak jest potężny. Jej humor.
 

Co potem?

Jak nie będziesz grzeczny to pójdziesz do piekła! Na grzeszników czekają wieczne męczarnie w ogniu piekielnym. Czy jest ktoś kto nie słyszał takich lub podobnych stwierdzeń? Od bardzo dawna frapuje ludzi temat rzeczy ostatecznych, a w ujęciu teologicznym – eschatologicznych. Co z nami będzie po śmierci? Gdzie pójdziemy? Czy tam coś jest? Czy jest życie po życiu?
Wielu uczonych zabierało na ten temat głos. Napisano sporo książek, opublikowano relacje ludzi, którzy byli po drugiej stronie i wrócili. I co? Czy to wszystko wyjaśniło odwieczną tajemnicę życia tam, potem. Moim skromnym zdaniem nie. W dalszym ciągu chcielibyśmy, aby ktoś przyszedł z tamtego świata i opowiedział dokładnie gdzie jest, co robi, generalnie, jak tam jest.  Niektórzy bardzo boją się umrzeć, inni czekają  w spokoju na swoją kolej. Są i tacy którzy sami decydują o godzinie swojej śmierci  i co gorsza innych.  Pozostali  walczą zaciekle i za wszelką cenę nie godzą się, że oni też muszą pożegnać się ze wszystkim co tu mają i ze wszystkimi których znają. Jedno jest w stu procentach pewne. Wszyscy, ale to wszyscy, kiedyś dowiemy się co tam jest.  Czy można się zatem przygotować na to coś tak nieuchronnego? W pewnym sensie tak. Jak? Na pewno nie dosłownie, pakując walizki, ale mentalnie. Wiem, wiem, żyj tak jakby to był twój ostatni dzień- słyszałem to nie raz, ale tak naprawdę, ilu z nas tak żyje? Osobiście tak o tym myślę. Ktoś kto nas stworzył i cały czas powołuje do życia nowych osobników robi to tylko na parę, …naście, …dziesiąt, bardzo rzadko sto i więcej lat? Nie szkoda byłoby mu wysiłku stworzyć nas tylko na tak krótki czas? Tam, potem coś musi być i na pewno jest. Nikt nie wie na pewno co. Nie dajmy się ogłupiać, że ktoś wie. Nie. Nie wie. Ale ja wiem, że to co robimy, jak żyjemy  tu, teraz, w tym miejscu, kraju, kontynencie, ma wpływ na to co będzie z nami tam, potem. Dlaczego jestem taki pewien? A, czy ktoś ma inne konkretne argumenty, że tak nie będzie? Nie wierzysz? Ale ja nie będę nikogo nawet próbował przekonać.
Dowiesz się sam, sama – potem! Tylko wtedy, tam, będzie już na pewno… o jeden dzień za późno.

 

„Ludzie czy człowieki?”

Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo.  Stworzył mężczyznę i kobietę. Na początku było więc dwoje ludzi i żyło im się przepięknie. Można śmiało napisać, że mieli wszystkiego pod dostatkiem i chyba nawet ptasiego mleczka im nie brakowało. Nie kłócili się, nie sprzeczali się, spędzali z sobą dużo czasu, nie nudzili się, nie martwili się co będą jeść, gdzie będą mieszkać, jednym słowem mieli raj. Co było potem, większość zapewne doskonale wie. Nie wchodząc w zawiłości teologiczne, symboliczne i wszystkie inne podobnego pokroju, skończyło im się dobre i zaczęło szare życie. Pojawiły się dzieci, problemy z jedzeniem, ubraniem, mieszkaniem i idąc dalej i dalej, dochodzimy do dzisiejszych czasów i kłopotów dnia codziennego. Każdego coś innego zaprząta. Ile ludzi na Ziemi tyle potrzeb, tyle opinii, racji, szczęścia i tragedii. Każdy człowiek ma swoją wartość jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. W różnych religiach i wierzeniach Bóg jest rozmaicie nazywany, ale jedno jest pewne – to ktoś lub dla innych coś, możliwe do określenia jedynie jako  naj…, wszech…Każdy z nas ma cząstkę naj.. i wszech.. w sobie. Dlaczego tak często jesteśmy naj… ale w pejoratywnym  znaczeniu.  Czyż z małego ziarenka nie wyrasta potężne drzewo?  Wszelki człek na świecie ma w sobie pierwiastek boskości. Jedni go rozwijają, pielęgnują i zbierają wspaniałe owoce. Inni próbują to co mają stłamsić, stłumić, zniszczyć . Rujnują przez to innych, ale przede wszystkim siebie. Na początku było dwoje ludzi, czy teraz zamieszkują Ziemię tylko człowieki nie mające nic z ludzi?

 

„Wie”

Wie, że ma nad nią przewagę. Czasami poddaję się w oka mgnieniu, a innym razem sama przejmuje inicjatywę i czeka, aż przyjdzie. Próbuje różnych sposobów, by mieć nad nim pełną kontrolę, ale jest za słaba. Oprzeć się jego zniewalającej mocy ukojenia, wykracza poza jej  możliwości. Gdy się zbliża, wszystko odkłada na bok i liczy się tylko on. Wielokrotnie starała się walczyć z nim. Odpychała go, uciekała, spotykała się z przyjaciółmi, przesiadywała do późna w kawiarni racząc się naparem z ziaren kawy i nic. Góruje nad nią jak szczyty górskie nad dolinami, jak bezmiary morskiej toni nad leśnymi strumykami. Doskonale zdaje sobie sprawę, że finał będzie taki sam. Zawładnie nią od koniuszka najmniejszego palca u stopy po zmarszczki na czole. Każda część jej ciała będzie należała do niego. Wszystkie komórki jej jestestwa będą mu posłuszne. Traci przy nim całkowicie poczucie wolności. Nie chce, ale  jednocześnie tak mocno pragnie oddać mu się w pełni, że nie rzadko zatraca się w błogim upojeniu w różnych miejscach. W samolocie niewygodnie, w parku jest przyjemnie, ale niebezpiecznie, w samochodzie niejednokrotnie mogło skończyć się tragicznie. Pełnie szczęścia czuje jednak wówczas, gdy są razem w jej domu, albo jeszcze lepiej w hotelowym pokoju. On nie jest z gatunku tych wymagających, narzekających i niecierpliwych. Wie, że jest jego i to mu wystarcza. Nawet nie zabiega  szczególnie o jej względy. Ona, odkąd pamięta zawsze miała do niego słabość. Najbardziej nie lubi, gdy będąc razem, odchodzi od niej szybko, albo gdy czeka na niego  długo, a on zwleka  z przyjściem. Czekanie jest najgorsze. Ale gdy już się spotkają, zapomina o wszystkim, często łapie się na tym, że nie pamięta, gdy tuli ją w ramionach i zabiera w podróż pełną rozkoszy. Jej sen.

 

„Dzisiaj jest ich niewielu”

Dzisiaj jest ich niewielu. A może tylko trudno ich zauważyć. Czy znaleźć prawdziwego, w pełni spełniającego wszystkie wymogi definicji, to misja niemożliwa? Któż to taki, ten jegomość, o którym śmiało można powiedzieć: dżentelmen. Mężczyzna z klasą, osobnik z dobrymi manierami, umiejący zachować się w każdej sytuacji, szarmancki, opiekuńczy i… mógłbym tak jeszcze wielu słów użyć, by opisać dżentelmena. Oczywiście nie zapomniałem, że dla kobiet to prawdziwy przedmiot, oj! Nie! Nie, obiekt pożądania. Nienaganny przedstawiciel płci brzydkiej, który swym stylem bycia i ubioru przemienia szarość codziennych dni, w tęczę poezji u boku swej wybranki. Rozejrzyjmy się dookoła i wskażmy wśród swoich znajomych, kolegów z pracy, przełożonych, sąsiadów, ludzi na świeczniku, wskażmy dżentelmenów naszych czasów. Macie trudności? Niewielu ich? Nie ma nikogo? Proszę nie przesadzać, na pewno się kilku znajdzie. Ale z drugiej strony, może jednak to prawda, że dziś prawdziwych dżentelmenów już nie ma. Otaczający nas świat im nie sprzyja. Wystarczy postać kilka minut w korku ulicznym, usiłować przejść przez pasy w godzinach szczytu, jechać środkami zbiorowej komunikacji, pójść na wieczorny spacer do parku, zrobić zakupy podczas świątecznych wyprzedaży i co? Gdzie ci dżentelmeni? Wyjechali za granicę? Jeszcze nie wrócili? Wyginęli na wojnie? Wstydzą się pokazać? A może nie mają przykładu godnego, by go naśladować? Ależ jest! Trzciny nadłamanej nie złamał, nadstawiał drugi policzek, rozdawał to, co miał, ubierał się stosownie do sytuacji, miał nienaganne maniery, wybaczał, nie przeklinał, płacił podatki, uzdrawiał, pocieszał i… czeka cierpliwie. Chcesz, aby był obecny w Twoim życiu? Bez zaproszenia nie przyjdzie. On jest autentycznym dżentelmenem.

 

„Edukacja”
Akcja rozgrywa się w ogólnodostępnej toalecie. W pomieszczeniu jest jeden pisuar i za ścianą w odrębnym lokum zamykany na klucz kompakt wc. W pomieszczeniu wc siedzi starszy gość i słyszy jak do toalety wchodzi dzieciak. Szarpie za klamkę, mężczyzna odpowiada: „zajęte”, dziecko: „ale ja chcę siusiu”, mężczyzna: „skorzystaj z pisuaru obok”, dziecko: „ale ja nie dostanę”, mężczyzna: „to idź do toalety, za drzwiami po prawej stronie”, dziecko: „ale ja nie wiem, która to jest prawa strona”, mężczyzna: „to ta, po której masz  rękę , którą piszesz w szkole”, dziecko wychodzi i po chwili krzyczy: „mamo! Ale ja nie umiem pisać”!

 

„Nie mogła się już doczekać”
Nie mogła się już doczekać. Każda sekunda bez jego towarzystwa wydłużała się w minuty, godziny i była trudna do wytrzymania. Tęskniła tak bardzo, że pomału stawało się to wręcz obsesyjne. Wyobrażała sobie, że jest razem z nim, marzyła wprost  o byciu z nim jednością. I to nie tylko w marzeniach, ale taką rzeczywistą, czującą jego oddech, woń jego ciała, zjednoczona w ekstazie wzajemnych doznań, tworząca wręcz monolit. Ona i on. Nie było to jednak takie proste. Choć w zasadzie był praktycznie zawsze w jej zasięgu, bardzo uważał by jej nie spotkać. Unikał dwuznacznych sytuacji. Starał się bardzo nie dawać jej sposobności do bycia z nim sam na sam. Nie był tak silny jak ona, zdawał sobie  z tego sprawę, że ma nad nim przewagę. Jest mocniejsza od niego. Mimo że nie był ułomkiem, jak to mawiali: „kawał z niego chłopa”, wiedział, że może jej ulec. Nie miał na tyle wewnętrznej siły i woli, by z nią walczyć. Kontrolował swoje zachowanie jak umiał najlepiej, dbał o formę fizyczną, nie przejadał się, ostatni posiłek kończył na dwie godziny przed snem. Nie chciał mieć z nią kontaktu. I gdy wydawało mu się, że już wygrał, że odeszła, że dała za wygraną i ma święty spokój, uległ. Skusiła go. Nie wytrzymał! On taki rasowy macho dał się podejść jak bezbronne dziecko. Zjadł o jedno kremowe ciastko za dużo i już go miała. Był znowu jej, zdobyła obiekt swego pożądania. Łatwo się jej już nie pozbędzie. Będzie z nim przez dłuższy czas. Nie chciał tego, ale przyszła, jego… zgaga.     

 

„Trenował każdego dnia”
Trenował każdego dnia, jego muskuły nabierały monumentalnych rozmiarów, a on rzeźbił je jak wprawny rzeźbiarz swoje dzieło. Nie zważał na wysiłek, na czas jaki spędzał w siłowni. Takich jak on było wielu. W przeszklonej sali, wypełnionej zapachem  traconych kalorii, słychać było wzdychania współczesnych gladiatorów. Kierowała nim głęboka motywacja, nadająca sens jego zmaganiom. Miał jeden cel. Wszystko to robił dla niej, tej jedynej, wymarzonej i tak długo oczekiwanej. Wreszcie ją miał, zdobył wręcz i nie chciał stracić. Jego pragnieniem było, aby czuła się z nim bezpieczna. By jego ramiona tworzyły dla niej trwałą podporę, jego ręce zapewniały miły dotyk, a muśnięcie jego długich sprężystych palców, mogących silnie trzymać sztangę, hantle i drążek, przyprawiało ją o wibrację emocji. Gdy obejmował ją rękami, czuł się jak spragniony wędrowiec tulący swe usta do dzbana zimnej wody. Instynktownie wyczuwał jej bliskość. Każde uderzenie jego rozbudowanego mięśnia sercowego nie pozostawało obojętne. Było mu z nią naprawdę dobrze. Dbał o nią, nie pozwalał, by brakowało jej ciepła, energii życiowej i jego towarzystwa. Była z nim wszędzie, rano i wieczorem, we dnie i w nocy, stanowili wspaniały duet. Inni z zazdrością patrzyli na nich i wzdychali: „Ci to się dobrali”, „ale miał szczęście”, „ale o nią dba”, „aż miło popatrzeć”, „zawsze razem”. Chociaż mogłoby się wydawać, że jego pięknie umięśnione ciało, na pozór tak surowe, toporne i twarde, nie jest w stanie wyczuć jej delikatnych kształtów,  jego oczy mówiły zgoła coś innego. Była dla niego wszystkim. I trwali w  takiej sielance dopóki, dopóty  skończyła mu  się umowa i wymienił ją na inną, z lepszym aparatem fotograficznym.   

 

„Nie pisz o tym”
Słońce zsyła swe promienie na każdego żyjącego na ziemi. Nie ma różnicy, czy ktoś chce czy nie. Podobnie jest z deszczem i wiatrem.  Jednemu deszcz zrasza pole, by było żyzne, a innemu zalewa i zabiera wszystko co miał. Temu wiatr wieje w oczy, a tamtemu w plecy. Tak było, jest i będzie. Chociaż czasem bardzo chcemy, nie mamy na to większego wpływu. Człowiek rodzi się i umiera bez możliwości decydowania gdzie i kiedy. Proszę bardzo, dziękuję, było mi miło poznać Pana, jaki z Pani dobry człowiek, przepraszam, to nie ja go uderzyłem, wybacz mi, już nie będę więcej tego robił, biorę Cię za żonę, lubię

z Tobą przebywać. Co za różnica! Jest coś, jest ktoś na co i na kogo mamy wpływ. Jesteś dyrektorem, decydujesz o wielu sprawach. Masz swoją firmę, zarządzasz nią jak najlepiej potrafisz. Jesteś ojcem, matką, starasz się  zapewnić dziecku wszystko co najlepsze. Masz zwierzaka, dajesz mu jeść i pić, wyprowadzasz go. Jesteś w stanie rozkazywać, prosić, karać
i nagradzać. Potrafisz dać życie i zabrać je. Tak dużo możesz. To nie prawda? Ależ tak, każdego dnia podejmujesz decyzje. Czy dobre? Nie wiesz co to znaczy? Jak poznać, które są dobre? Te spełniające Twoje marzenia na pewno takie są. Tych krzywdzących innych, nie pamiętasz. Nie obchodzi Cię to. Przecież to takie normalne dzisiaj. Takie czasy. Martw się
o siebie. Najważniejsze, że Tobie jest dobrze, no może jeszcze i Twoim najbliższym. A co z innymi? Przecież tak było, jest i będzie. Nie pisz o tym, że ktoś wiedział i mówił jak to zrobić. On przecież już nie żyje! Jesteś tego pewien?

 

„Innowacja”
Ach! Jakie to na czasie. Być innowacyjnym, to wyzwanie dla chcących być na szczycie. Starasz się o pozyskanie funduszy z Unii Europejskiej, napisz innowacyjny projekt, wymyśl coś innego, ulepsz to co stare, tak aby było novum. Ale czy moda na innowacyjność to tylko przejaw współczesności? Czy wcześniej w dziejach ludzkości, nie było innowacyjności?
A wszystkie wynalazki i zdobycze człowieka nie były innowacyjne na ówczesne mu czasy?
Ależ z pewnością tak. Nie funkcjonowało wtedy takie nazewnictwa, ale nowości, ulepszenia, nowatorskie odkrycia i wynalazki istniały. Bez nich nie byłoby rozwoju i zdobyczy dzisiejszej nauki i techniki. Gdyby nie innowacyjność przeszłych pokoleń, nasze z pewnością byłoby uboższe w dobra materialne. Pod tym względem jest super. A co z inną płaszczyzną życia?
Jak innowacyjność postrzegana jest w życiu prywatnym, rodzinnym, generalnie w stosunkach międzyludzkich. Obserwując współczesne czasy i wszystko co dzieje się wokół nas, jak traktujemy się nawzajem, co jest naszym priorytetem, jakie wartości nami kierują, rodzi się pytanie: „Dlaczego ktoś nie postara się o granty i nie wymyśli sposobu na rozwiązanie trapiących nas problemów, nie da przepisu na rozwikłanie konfliktów?” A może ktoś napisze innowacyjny projekt o miłości, współczuciu, dobroci, metodach rozwiązywania codziennych kłopotów?” Ale czy jest taka potrzeba? Kiedy jeszcze nie było Unii Europejskiej, został napisany taki projekt, bardzo innowacyjny, pozwalający uwolnić się od nurtujących nas trudności. Co stoi na przeszkodzie, by zostać jego beneficjentem?

 

Powrót do spisu treści